Zamach na prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Co sie stało? kto chciał to zrobić?

Zamach na prezesa Jarosława Kaczyńskiego

Jedną z bardziej kontrowersyjnych osób w polskiej polityce jest ostatnimi laty Jarosław Kaczyński. Jest personą przez jednych kochanych, a przez innych znienawidzonych. Jak się okazuje do grona tych drugich należą również obecnie strajkujące kobiety, pod adresem których padło wiele okrutnych słów z jego strony.

Choć przez pewien czas Kaczyńskie nie wypowiadał się zbyt wiele publicznie, to w przypadku podpisania niesławnej już ustawy Kaji Godek, obruszenie polskich kobiet polityk komentował w wielu publicznych wypowiedziach.

Nie tylko nie popierał powstającego protestu, ale zarzucał kobietom, które wyszły na ulicę, że będą winne śmierci wielu osób protestując w czasach pandemii. Te i wiele innych zarzutów padających pod ich adresem rozsierdziło do reszty protestujący tłum.

Ewakuacja w kamizelce kuloodpornej?

Jednym z objawów rzekomego ataku na Jarosława Kaczyńskiego było gromadzenie się protestu pod jego domem. Na ulicy, gdzie mieszka gromadziły się tłumy protestujących, którzy wykrzykiwali hasła niesione na transparentach. Ruchy te nie tylko zdenerwowały polityka, ale przede wszystkim skłoniły do dalszych komentarzy i emocjonalnych wypowiedzi.

Jak podają media sam polityk padł ofiarą wielu gróźb pod jego adresem, które skłoniły go do strachu o własne zdrowie i życie. Dlatego podczas jednego dnia, gdzie protestujący znów zebrali się pod jego domem, został on eskortowany w kamizelce kuloodpornej do bezpiecznego miejsca. Trudno jest ustalić, czy polityk miał przesłanki do takiej reakcji, jednak nie ukrywane jest, że jest on jednym z głównych celów gniewu tłumów.

Choć policja i ochrona strzegła posesji Kaczyńskiego, to i tak doszło do przejawów agresji w postaci napisów na ulicy i innych powierzchniach, wykrzykiwanie przez megafon obelżywych wobec niego haseł, czy wrzucanie różnych przedmiotów na teren jego posesji. Jeśli jednak skłoniło to polityka do ucieczki, to może powinno również skłonić do nawiązania dialogu z protestującymi?

Czy jednak zastraszony polityk sięgnie po inne drogi dialogu poza wściekłymi wystąpieniami publicznymi?